Zamek Grodno i jego Brama Lwów, część 2 2006-09-28 08:26:30
Straszący turystów szkielet jest prawdziwy lecz... zmontowany z różnych kości przez zaprzyjaźnionych antropologów! Twórcy szczątków swoje makabryczne dzieło pieszczotliwie nazywają "naszą księżniczką". Kto wrzuca pamiątkową monetę aby wrócić w ciekawe miejsce musi wybrać pomiędzy lochem księżniczki i studnią. Studnia ma ponad 10 metrów głębokości i wykuta jest w litej skale. To efekt pracy tureckiego jeńca. Za wykopanie studni obiecano mu wolność. Obiecano, bo nikt nie wierzył w powodzenie przedsięwzięcia. Pozornie proste zadanie, niesłuchanie skomplikowało się po odsłonięciu warstwy ziemi i dotarciu do twardej skały. Wykucie dostępu do wody zabrało turkowi 20 lat katorżniczej pracy! Danego słowa jednak dotrzymano i jeniec wolność odzyskał.
W sieni zamku prezentowany jest stary obraz dokumentujący niezwykłe ocalenie syna grafa Jerzego von Ebena. Ta prawdziwa historia miała miejsce w 1717 roku. Młody człowiek spadł z konia. Niechybnie poleciałby w przepaść gdyby jego noga nie zaplątała się w strzemię. Uzdę konia zatrzymał zaś wierny pies!
Od wielu lat zamkiem opiekuje się wałbrzyski oddział PTTK. Po renowacji z lat siedemdziesiątych przez pewien czas było tu schronisko. Kilka lat temu zamek miał być wystawiony na sprzedaż. Kupnem interesował się austriacki biznesmen Florian Lauda, brat słynnego Niki Laudy, kierowcy rajdowego Formuły I. Odezwał się też Caspar Reiherr von Zedlitz - potomek ostatnich właścicieli - informując o swoich prawach do ruiny. Na razie oddział PTTK pozostał.
W doskonałym stanie jest też jedyny w Polsce budynek pokryty w całości słynnym sgraffiti. Gospodarze zamku pokazują również 500-letnią sądową lipę, pod którą skazywano na chłostę lub wtrącenie do lochu, oraz armatę z czasów Napoleona III. Właściciel zamku otrzymał ją za wzorową służbę dla Prusaków. Uważny obserwator bez trudu odnajdzie przywiezioną przed wojną, kamienną płytę z grobu prof. Buschinga. Turyści fotoamatorzy cenią sobie wystawione na zewnątrz i gotowe do użytku dyby, w które można zakuć kogoś znajomego.
Tropiciele tajemnic okolicznych hitlerowskich sztolni Rzeczki i Osówki wspominają też o śladzie wskazującym na ukryte w zamkowych podziemiach skarby. Jeden ze świadków rzekomo cudem ocalał i gotów jest do złożenia zeznań. Chce jednak udziału w zyskach, a tego nikt nie potrafi zagwarantować. - Żadnych lochów tu nie ma - śmieją się pracownicy PTTK. - Mamy za to prawdziwą żywą Białą Damę. Chcieli jej turyści, to jest! - dodają, a widząc zdziwione miny, wskazują na spacerującą pod murami... białą jak śnieg "służbową" zamkową kozę.